czwartek, 31 października 2013

Przedszkolne miłości

Nie chodziłam do przedszkola. Za sobą mam tylko zerówkę. I jestem uboższa o pewne doświadczenia, niestety. Nawet sprawami damsko-męskimi zaczęłam zajmować się dużo później. Czy to dobrze, czy źle, trudno dziś oceniać. Ale nie można nie zauważyć, że dzisiejsza młodzież dojrzewa szybciej ;) Niektórzy już w przedszkolu.

Kiedy Junior chodził do maluchów tzw. "dziewczyńskie" sprawy były mu całkiem obce. Z dziewczynkami się chłopcy nie bawili, nie interesowali się nimi kompletnie, można powiedzieć, że nawet im przeszkadzały. Od 2 miesięcy Junior jest w starszakach. I mimo, że dziewczyny nadal przeszkadzają i nie sposób się z nimi bawić, to pojawiły się nowe uczucia. Miłość! Starszaki znają już miłość.

Kiedy pierwszy raz usłyszałam od mamy kolegi z grupy Juniora, że chłopaki się podkochują w dziewczynkach i zdarzały się nawet ukradkowe całusy myślałam, że nas to nie dotyczy. Słowem nie wspomniał o damsko-męskich rozgrywkach. Aż do dnia, kiedy usłyszałam, że zakochał się w Zosi. I nawet jej o tym powiedział. Co prawda dostał kosza i usłyszał "I co z tego", jednak ma chłopak charakter (po mamusi chyba) i obiektu westchnień nie zmienia. Okazuje się jednak, że życie uczuciowe przedszkolaków zawiłe jest niczym scenariusz brazylijskiej telenoweli. Bo oto w moim synku kocha się Bartek. Ale tylko w połowie. Drugą połową Bartek kocha Zosię. Pytam Juniora, skąd wie o Bartku, czy usłyszał to od niego. I co się okazało? Że Bartek, człowiek z uczuciami wypisanymi na twarzy, nie musi mówić takich rzeczy, bo Junior to wie. I jest pewien uczuć kolegi.

Konia z rzędem temu, kto ogarnie dorosłym rozumkiem ten emocjonalny galimatias :) Boję się nawet mysleć, co będzie dalej. Pytać się też boję, ale chyba powinnam, bo przecież dobro mojego syna jest najważniejsze :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz