wtorek, 29 października 2013

Zapiekanka prawie jak u Jamiego

To była sobota. Jak przystało na kobietę w ciąży miałam zachciankę - jedną z niewielu, jakie mi się przytrafiają w tym stanie i tym razem. A moją zachcianką była skromna zapiekanka makaronowa.

Uwielbiam makaron. Makaron jest dobry na wszystko: na nastroje, na nadmierny apetyt, na dużą pupę, na muchy w nosie Juniora. Makaron jest suuuuper. Zapiekanka też.

Tym razem wrzuciłam do niej podsmażoną z cebulą i papryką kiełbasę, nieco różyczek kalafiora i brokułów oraz odrobinę marchewki. Przyprawy klasyczne - sól, pieprz, odrobina słodkiej papryki. Nie ma co przesadzać z przyprawami, bo najważniejsza w zapiekance jest góra. A górę, czyli to, co na samym wierzchu, polecam robić jak niejaki Jamie Oliver.

Jeżeli lubicie chrupiący wierzch w zapiekance, to proponuję zmiksowanie na okruchy (nie okruszki) czerstwego chleba, najlepiej na zakwasie i wymieszanie go z utartym serem i gęstą śmietaną. Ja wrzuciłam do Speedcooka chleb, kawałki żółtego sera i mozzarelli. Wystarczyło 5 sekund, by otrzymać cudną masę grubych okruchów, którą elegancko udekorowałam moją zapiekankę. Zaraz po tym, jak wymieszałam ją ze śmietaną i świeżo zmielonym pieprzem. A potem pac pac na potrawę i do piekarnika. Nie na długo, 15-20 min. Trzeba obserwować, kiedy ser się rozpuści, śmietana przepłynie przez makaron a chlebek zarumieni.

W zasadzie mogłabym zjeść samą chlebowo-serową posypkę, która nie dość, że chrupie to jeszcze się ciągnie, ale przyzwoitość nakazywała nałożyć sobie całości. Nie było nikogo, komu by nie smakowała. Hura! Ostatnio się nie popisałam, tym razem wyszło cudnie :)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz