niedziela, 3 listopada 2013

Matka przechodzi kryzys

Pojęcia nie mam, czy to kwestia ciążowych hormonów, zmiany czasu na zimowy, dzięki czemu o 16.20 jest ciemno, czy może deszczu spływającego z nostalgią po szybach mojej sypialni, ale jest źle.

Jest źle to znaczy, że sprawa wymaga podjęcia natychmiastowych czynów, akcji i to najlepiej przez cały świat w jednej chwili. Bo skoro jest źle, to za chwilę będzie gorzej. A od gorzej już tylko krok do "cholera jasna" i innych piiiiiiiiiii.

Od kilku dni mam problem z ogarnięciem siebie. Nie żebym z łóżka nie wstawała (chociaż mnie kusi), nie żebym garów nie pomyła (bo mam zmywarkę), ale nie jest jak zwykle. Moje poczucie siebie przechodzi kryzys i chwilowo nie bardzo się lubię. Bywało gorzej, prawda, tylko ja nie mam ochoty ani na to "gorzej", ani na to "bywało". Życzę sobie stanu normalnego, codziennego, o którym mówi się: jest moc!

Ktoś mi wyłączył jeden silnik. Zaległości w pracy się zrobiły, umysł pracuje na ćwierć może obrotów, mina lekko skwaszona, albo po prostu smutna. Za chwilę dziecko zapomni, jak wygląda zadowolona matka, a mąż zapomni do czego służy łóżko, bo go do niego nie wpuszczam. Stan alarmujący.

Jest prawdą, że obnoszenie się ze swoim kryzysem sprawiło, że wszyscy wokół wyrozumiali są bardzo. Bo to w końcu ciąża, 8 miesiąc się zaczyna, mam prawo, nie muszę wcale, wszyscy to rozumieją, a przynajmniej akceptują. Tylko, że ja mam wyrzuty sumienia. Nie czuję się sobą. Nie robię tego, co zwykle. Co sprawia, że z osoby nieco nieszczęśliwej przeobrażam się w marudę pierwszej wody, samotną jęczyduszę spod lasu, której nie sposób dogodzić. I tylko ja sama mogę się z tym uporać.

W związku z tym pędzę gotować zupę na jutro, zaganiam Juniora do kąpieli i zaraz potem siadam do pisania zaległych artykułów. A jutro budzę się z uśmiechem na ustach, zapałem do życia i jak tylko zrobię sobie makijaż, jadę na spotkanie z położną. Ooooo i jeszcze mi się przypomniało, że miałam zapisać się na warsztaty z Agnieszką Maciąg, bo miejsc zabraknie i przepadnie :)

1 komentarz:

  1. U mnie za tydzień początek 7 m-ca. Palce puchną, czuję się jak słonica albo co najmniej Obelix :-p A wszyscy pytają, co jest mi tak ciężko, skoro brzucha mało widać! Mało widać, ale prawie 10 kg na plusie robi swoje! Ciężko mi :( Pociesza mnie jedynie instynkt wicia gniazda już w tym miesiącu, szukam poleczki, lampek i wieszam kwietniki!

    OdpowiedzUsuń