wtorek, 9 lipca 2013

Urlop się skończył

I oto jestem w domu. Dochodzę do siebie po wakacjach. Niby takie krótkie, tylko tydzień, a tak baaaardzo się zmęczyłam :) To chyba ten mały "obcy", który już 15 tygodni mieszka sobie we mnie i ciągnie ile się da. Poza tkanką tłuszczową, której jakby więcej.

Kiedy wczoraj przyjechaliśmy do domu czekały na mnie niespodzianki. Po pierwsze mąż w domu. Chociaż mówił, że w pracy będzie. Po drugie pomalowane ściany w przedpokoju - rzecz niespodziewana. I wreszcie po trzecie - kuchnia jak nowa :) Mój ukochany postanowił odmienić naszą kuchnię i powymieniał wszystkie fronty, dzięki czemu mam zupełnie nowe meble. Czary mary i nagle jakoś jasno w mojej kuchni, ciepło, przyjemnie. Ledy się pięknie palą, mleczne szybki się uśmiechają i nie muszę zapalać światła w ciągu dnia :)

Mój mąż lubi robić takie niespodzianki. Kilka lat temu (jakieś 9-10, albo i 11) wyjechałam w czasie wakacji do Edynburga. Nie było mnie prawie 2 miesiące, a mój ówczesny konkubent, a obecny mąż, został sam. To były czasy tuż po studiach - moich i brakowało nam kilku rzeczy w wynajmowanym mieszkaniu. Na przykład łóżka. I oto, kiedy wróciłam stęskniona, zobaczyłam odmienioną sypialnię. Piękne małżeńskie łóżko z szafkami nocnymi, pomalowane ściany na zielono i jasne kwiaty wymalowane z szablonu, które mój mężczyzna sam zaprojektował. W ogóle sam wszystko zrobił :) Miałam kolejny powód do płaczu - z radości rzecz jasna :)

I chociaż minęło już tyle lat, ciągle pamiętam wygląd tamtej sypialni.

Obiecałam chłopakom naleśniki na kolację. Speedcook w ruch ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz