czwartek, 11 lipca 2013

Wrażliwość rodzica

Nie jestem typem twardzielki. Ryczę na filmach, wszystkich poza romantycznymi, wzrusza mnie ludzkie nieszczęście, potrafię rozpłakać się nad książką i miesiącami przeżywam wszelkie niepowodzenia.

Może nawet jestem mięczakiem. W każdej prawie sferze życia. Szczególnie wrażliwa jestem na to, co dotyczy dzieci, ich zdrowia, życia, problemów. I nie ma znaczenia, czy zły los dotyka moje dziecko, przyjaciół, znajomych, czy też zupełnie nieznanych mi ludzi. To chyba swego rodzaju "wrażliwość rodzica", którą nabywamy w chwili, gdy na świecie pojawia się nasze dziecko i która z czasem rośnie w nas, osiągając nieraz gigantyczne rozmiary.

Kilka miesięcy temu o wrażliwości rodzica rozmawiałam z kolegą. Jeszcze 2-3 lata temu pozwalał sobie na lekkie żarty z mojego świętego oburzenia wobec nieodpowiedzialnych, głupich i "bezsercowych" dorosłych. Ale przyszedł dzień, kiedy przyznał mi, że i on się zmienił. A przede wszystkim zmieniło się jego postrzeganie dzieci i ich świata. Bo oto sam został tatą. I wraz z tą chwilą obudziły się w nim zupełnie nowe pokłady uczuć, wrażliwości właśnie, empatii. Nagle okazało się, że smutne historie maluchów traktuje bardzo osobiście i nie dziwi go już moja złość czy żal do ludzi o krzywdy wyrządzane dzieciom.

To właśnie jeden z powodów, dla których warto mieć dzieci. Stajemy się innymi ludźmi. Zmieniają się nasze perspektywy i horyzonty. I wcale nie muszą się kończyć na cenach pieluch czy zajęć karate i angielskiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz