Czasami mam dosyć. Wszystkiego. Dosyć pracy, dosyć domu, dosyć ludzi - wszystkich lub prawie wszystkich. Czasami czuję się potwornie zmęczona, zniechęcona, niechciana, zaniedbana. I właśnie nadeszło to "czasami".
"Dziś jestem brzydka, dziś jestem stara" śpiewa Marysia Peszek. A ja chętnie dodam: dziś jestem gruba, dziś źle wyglądam, mam więcej zmarszczek i oklapnięte włosy. W zasadzie trzeba jeszcze tylko dopowiedzieć, że nikt mnie nie lubi, nikt mnie nie kocha. I już macie pełny obraz mojego aktualnego stanu ducha.
Mogłabym wszystko zwalić na ciążowe hormony, ale tego nie zrobię. Bo to nie jest kwestia hormonów. To kwestia kosmicznej energii, która mnie chyba przestała lubić, omija szerokim łukiem i w ogóle jakby nie chciała mnie znać. A co za tym idzie odwrócili się ode mnie wszyscy bogowie, driady, druidzi i trolle.
Skutkiem tego nie mogę spać, szczególnie, że Junior przeziębiony i jak na złość kaszel atakuje go w nocy, nie mogę jeść - niczego poza węglowodanami, nie mogę ćwiczyć, bo po prostu nie mam siły i pracować też nie mogę, ze wszystkich powodów na raz. I co zrobić? Weekend idzie, mogłabym odpocząć, poleżeć, pospać, zjeść lekką sałatkę, wybrać się na spacer. Tylko kiedy ja mam to wszystko zrobić? Moje przerośnięte poczucie obowiązku mi nie pozwala, zabrania wręcz wylegiwania się do 10.00, zamawiania pizzy na obiad, wrzucania do szafy niewyprasowanych ubrań i puszczania dziecku bajek przez pół dnia.
Koło się zamyka. Biedna moja rodzina.
To chyba ta paskudna pogoda tak wpływa na organizm, a czy Twoje dziecko będzie bardziej szczęsliwe w wyprasowanych spodniach?-myślę, że bardziej je ucieszy spokojna,nieprzemęczona mama.
OdpowiedzUsuńZdaję sobie sprawę z prawdziwości Twoich słów, czasem się trudno przełamać i odpuścić. No i te hormony ciążowe :) Robią swoje.
Usuń