niedziela, 16 czerwca 2013

Matka daje ciała

Kilka dni temu zmuszona byłam zabrać Juniora na specjalistyczne badanie do super specjalistycznej kliniki kawał drogi od domu. Powody naszej wizyty nieważne, ważne jest, że od kilku dni męczą mnie wyrzuty sumienia z powodu mającej tam miejsce sytuacji.

W takich miejscach, jak wspomniana klinika, spotyka się wielu ludzi - na szczęście większości z nich nie spotka się nigdy więcej. Galeria typów przeróżna. Od dzieciaków z nadwagą, którym rodzice serwują ciastka na drugie śniadanie, przez rodziców, którzy nie potrafią/nie chcą zwrócić własnemu dziecku uwagę i milcząc zgadzają się na to, że ich dzieci biją i zabierają zabawki innym, po babcie, które wydzierają się na kilkulatki i częstują je klapsami w tyłek za "niegrzeczne" zachowanie. Bo dziewczynka zamiast warować przy nodze babci chodziła po korytarzu i zagadywała innych.

Miałam kilka godzin na przyglądanie się, analizowanie, niezawieranie żadnych znajomości i myślenie o tym, kim nigdy nie chcę się stać. Jednak pewna sytuacja mną wstrząsnęła. I bardzo żałuję, że nie odważyłam się zareagować. 3-4 letnia dziewczyna o imieniu Wanessa. Jeszcze trochę niewyraźnie mówi, ale widać, że lubi towarzystwo innych dzieci, trochę zafiksowana na punkcie swojej maskotki, od której się nie odrywa, ale przecież jest tylko dzieckiem i ma prawo. Za to z przyjemnością zaczepia ludzi, zagaduje, przyłącza się do dzieciaków, żeby tylko być z nimi. Jak dziecko. Jest z babcią, której trudno utrzymać język za zębami i opowiada zgromadzonym, że się małą opiekuje, bo jej mama pracuje za granicą, że mała jest taka niegrzeczna (!), że choruje, że blebleble. Gdybym lepiej ucha nastawiła pewnie dowiedziałabym się, gdzie mieszkają, ile babcia ma emerytury i ile razy w roku mama do domu wraca, by się z córką zobaczyć. Smutna opowieść, smutne życie dziecka, które "wychowywane" jest bez matki przez apodyktyczną i histeryczną babcię.

Ten wstęp był potrzebny. Bo oto mała Wanessa znowu odeszła od babci, by bawić się z dziećmi. Babcia, całkiem żywo, podbiegła do dziewczynki, złapała ją mocno za rękę, walnęła w dupę mówiąc, że ma być grzeczna, bo jak nie to zobaczy i że babcia wszystko ojcu powie. W sali, gdzie czekało kilkadziesiąt osób, zrobiło się na chwilę cicho. Nikt się nie odezwał, tylko większość ludzi patrzyła na babcię osłupiałym wzrokiem. Kobieta nie zauważyła jedna znaczącej ciszy. Zastanawiałam się, czy i jak powinnam zareagować. Przecież w tym kraju bić dzieci nie wolno, prawo zabrania - to raz. A dwa, jest to niewychowawcze i obnaża słabość babci, która nie rozumie swojej wnuczki i tego, że to dziecko zachowuje się zwyczajnie. Miałam nawet odpowiednie słowa w głowie. Problem w tym, że ich nie wypowiedziałam. Nie odważyłam się. Nie tylko ja milczałam. Bałam się, że babcia mnie ochrzani, że moje słowa nie spotkają się ze zrozumieniem publiczności. Bałam się reakcji ludzi.

I bardzo swojego strachu żałuję. Bo może moje słowa otworzyłyby jakąś zapomnianą klapkę w mózgu tej kobiety, może chociaż wstyd jej by się zrobiło. Może musiałaby zastanowić się przez chwilę nad sobą. Ale nie zrobiłam nic. Pozwoliłam, by dziecku działa się krzywda. Ze strachu. I już nigdy więcej tak się nie zachowam.


4 komentarze:

  1. Wstrząsające. Niestety takie sytuacje mają miejsce i jest ich naprawdę dużo. Niestety nie wszyscy reagują- niestety. Ale ja pewnie zareagowałabym dokładnie tak samo jak Ty. Też kilka razy miałam ochotę zwrócić komuś uwagę za nieodpowiednie zachowanie zwłaszcza wobec dziecka, ale nie zrobiłam tego. Nie wiem dlaczego. Może boję się reakcji tych ludzi.? Czasem chciałabym być bardziej odważna i "pyskata" . Ale najbardziej wstrząsające jest to , ze nawet jak zwróci się uwagę takiej babci, to ona tego nie zrozumie. Będzie dalej robiła to co robi. Podejrzewam, że w domu ta dziewczynka dostaje niezłe "lanie". Straszne!
    Ale trzeba reagować. Mimo wszystko. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba musimy przełamać się i nie bać, bo tylko reakcja powoduje akcję :) a to znaczy, że tylko mówienie o problemie może sprawić, że zostanie on rozwiązany. zapytałam o tę sytuację na forum i dowiedziałam się, że nie wolno się wtrącać, że nie moja to sprawa i że matki nie lubią, jak inny dają im rady. aaaa i że klaps to nie bicie. to ja się pytam, kiedy zaczyna się bicie? po ilu klapsach jest bicie? po 3, po 5, a może bicie to pranie pasem po tyłku aż skóra zsinieje? bo ręką to może nie bicie?

      Usuń
  2. Chłopak z którym robiłam kurs na prawo jazdy opowiadał, że jego wujek - bity jako dizecko przez ojczyma- na widok goscia bijacego swojego syna dostał takiego amoku ze tego ojca połamał... dostał oczywiscie wyrok, ale i tak uwaza ze warto... sama sie czasami zastanawiam jakby to było, gdyby klaps dany dziecku odpowiednio - proporcjonalnie do wzrostu i wagi bijacego był mu oddany - to ile osob by sie odwazyło ponownie?
    i jeszcze jedno- na sie w takich sytuacjach boje ze po zwroceniu uwagi dziecko dostanie w czterech scianach jeszcze bardziej - bo przeciez wkurzona matka/babka/ojciec musza odreagowac :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poruszasz kolejny bardzo ważny temat - kwestię odreagowywania na dzieciach własnych braków, kompleksów i nieumiejętności. coś, czego rodzicom robić nie wolno, bo to najprostsza droga do wychowania życiowego nieudacznika, nieszczęśliwego człowieka, który całe życie będzie czuł się gorszy.

      Usuń