czwartek, 13 czerwca 2013

Co daje matce szczęście?

Junior miał urodziny. Kolejne. Jest absolutnym przedszkolakiem, niedługo będzie uczniem. Jest zdrowy, sprawny, intelektualnie szczególnie :) i potrafi pięknie mówić o tym, co lubi, kogo kocha i dlaczego nie lubi pewnego chłopca w przedszkolu. Potrafi też wpaść w dziką histerię, nieutulony smutek i nienawidzi przegrywać.

Czasem, kiedy patrzę na niego, kiedy skupia na budowaniu z klocków, kiedy tworzy swoje, wymyślone na poczekaniu konstrukcje, kiedy rozwiązuje gry logiczne i z satysfakcją pokazuje, że sam, że potrafi - myślę sobie, że innego dziecka nie mogłabym sobie wymarzyć. I że właśnie takiego syna chciałam mieć. Mimo, że starałam się nie określać w wyobraźni, jaki być powinien kiedy jeszcze nosiłam go w sobie. Tak na wszelki wypadek - żeby się nie rozczarować, żeby nie być zawiedzioną, albo zupełnie w drugą stronę - żeby nie zmuszać go, nawet podświadomie do bycia kimś, kim ja bym chciała, żeby był.

Pamiętam tylko, że kiedy było już blisko rozwiązania i mój brzuch stał się całym światem marzyłam tylko, żeby był zdrowy, przyzwoicie inteligentny i żeby rozrabiał, bez przesady oczywiście, ale trochę łobuziaka powinien w sobie mieć. I mam wszystko, co chciałam. A nawet więcej :)

Rodzicom Junior poprzeczkę stawia wysoko. Oczekuje wielkiej uwagi, pełnego zrozumienia i cierpliwości. Szczególnie wtedy, gdy wstaje o 5.30 w sobotni poranek, mimo, że od poniedziałku do piątku trzeba go budzić przed 7.00. Potrafi napędzić nam stracha groźną chorobą, zamknąć się na 2 godziny w pokoju i nie mieć ochoty na rozmowy czy granie z nami, odmawiać wychodzenia na podwórko przez kilka dni. Wszystko to po to, by za czas jakiś być okazem zdrowia, nie umieć zasnąć bez mamy, uwielbiać granie z tatą i kopanie piłki wprost do bramki. Znaczy się, normalny dzieciak?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz