Pozwalam sobie na pewien dystans w tej materii, ale jest faktem, że przy takim nawale pracy, jaki mam, nie sposób przygotowywać trzydaniowych obiadów każdego dnia. Czasem nawet na jedno danie nie mam czasu. Tak się jednak składa, że z pomocą ostatnio przychodzi mi Speedcook - urządzenie, które testuję i dzięki któremu odważyłam się po raz pierwszy w życiu upiec domowe pieczywo.
Lubię dobry chleb - razowy, żytni, z porządnej mąki, z chrupiącą skórką. Buły też lubię - ciepłe jeszcze, na których masło się rozpływa, pachnące i miękkie. Kiedy kupuje chleb czytam, z czego go przygotowano. I z roku na rok moje przerażenie rośnie, bo oto wrzucają mi do chleba płatki ziemniaczane, mączkę chleba świętojańskiego, E-któreś tam i wiele-tego-czego-nie-chcę-jeść. Chleb z ziemniakami? To Brytyjczycy lubią - bułkę z frytkami.
Od dawna marzyłam o upieczeniu własnego chleba. I skończyło się na bułkach. Skorzystałam z przepisu zamieszczonego w książce kucharskiej Speedcooka, tylko nieco go udoskonaliłam - zmniejszyłam ilość cukru i zastąpiłam go brązowym, dałam nieco mniej białej mąki a więcej pełnoziarnistej, a do kilku bułeczek dodałam rodzynki - na specjalne życzenie Juniora. Wyszło pysznie. I zaskakująco szybko, bo bez wyrabiania ciasta (pan Speedcook zrobił mi tę przyjemność ;) w 10 sekund!).
Kolejna porcja planowana na weekend - z nowymi zmianami w przepisie. A może chlebek?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz