piątek, 28 czerwca 2013

Czas matce leci

Dziś Junior poszedł do przedszkola ostatni raz przed wakacjami. Szykował się solidnie od rana, czego efektem było MOJE zapomnienie o podaniu dziecku syropu i kropli do oczu. Zakładam, że życia mu tym nie zmarnowałam, jakkolwiek pewności nie mam.

Przytaszczył do domu milion przedszkolnych gadżetów, ubłocone spodnie i nową zabawkę (prezent od taty) za to, że naprawdę solidnie przepracował ten ostatni rok. Należało mu się :) 

I kiedy już ogarnęłam nieco mieszkanie zaczęłam rozmyślać o tym, ile to moje dziecko nowych umiejętności nabyło moje dziecko, jak bardzo się zmieniło i jak bardzo zmieniło nas. To już dwa lata minęły od chwili, kiedy zostawiłam Juniora w przedszkolu na cały dzień. Popłakałam się oczywiście, bo przecież miałam wtedy takiego dużego syna, przedszkolaka, który wkracza w zupełnie nowy etap życia. A teraz? Co powiedzieć teraz? Został mu przecież tylko rok w przedszkolu, jeden krótki rok. I szkoła niosąca z sobą kolejną wielką zmianę. Nie umiem powiedzieć, czy to TYLKO rok, czy AŻ rok. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że 3 lata w przedszkolu to cała wieczność. To mnie życie zaskoczyło ;)

Nie patrzę na szkołę w kategorii narodowej, tudzież rodzinnej, tragedii. To po prostu kolejny etap w życiu, przez który trzeba przejść i mam nadzieję, że z sukcesem. Ja tylko próbuję ogarnąć siłę mijającego czasu. I przetrawić lata, które już za mną i które przede mną. Niedawno mąż umówił się z Juniorem, że jak skończy on 18 lat to pójdzie z nami na piwo. Może to nie do końca pedagogiczne, ale za to jakże pełne zaufania i wiary w siebie i rodziców. Mam tylko nadzieję, że nie zmieni zdania przez kolejne 13 lat ;) No, ale nasza, rodziców, w tym głowa :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz