Tak tak, jestem "wyrodną matką". Przyznaję się do tego i nie będę udawać, że jest inaczej. Nie potrafię zrozumieć matek, które nie rozstają się z dzieckiem dopóki nie skończy ono 15 lat, nie lubią wieczorów z koleżankami przy lampce wina i nie marzą o samotnym weekendzie w domu, kiedy to dookoła tylko cisza i idealny porządek.
Ja lubię wieczory, kiedy Junior już śpi, mąż na spotkaniu z kumplami, a w łazience mam spa. Lubię wyjazdy z moimi przyjaciółkami i zabawę do rana. Uwielbiam gadać sama do siebie, bo nikogo innego akurat przy mnie nie ma. I lubię, kiedy syn nocuje u babci. I nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Idę nawet krok dalej - nie wyrzucam sobie, że nie mam wyrzutów sumienia.
Bywa, że kiedy przyznaję się do swojej "wyrodności" widzę ganiące spojrzenia, słyszę słowa w stylu "mnie dziecko nie przeszkadza". Mnie też nie przeszkadza. Gdyby tak było, nie miałabym dziecka. Wszelkie decyzje podejmuję odpowiedzialnie i po namyśle. Posiadania dzieci to także dotyczy. Ale nie widzę nic złego w pragnieniu bycia samą, w wyjściu na imprezę, czy weekendowym wyjeździe z mężem "tylko we dwoje". To wszystko są rzeczy potrzebne mi, dzięki nim utrzymuję równowagę w życiu, od "nastu" lat jestem z jednym mężczyzną, mam przyjaciółki od wielu lat te same i niekoniecznie matki. I jestem zwyczajnie szczęśliwa.
Piszę o tym, bo właśnie zostawiam synka pod opieką dziadków. Na chwilkę. Mieszkamy daleko od siebie, nie widujemy się często, a oni tęsknią za wnukiem. A ja w tym czasie nadrobię zaległości w pracy, obejrzę filmy, które chciałam zobaczyć już kilka miesięcy temu, do fryzjera pójdę. I będę dzwonić do dziecka 4 razy dziennie. Przez te całe 2,5 dnia, kiedy nie będziemy się widzieć :)
Rozumiem Cię w 100% bo mam dokładnie to samo i przyznam się, że oboje ze ślubnym odliczamy dni, kiedy dzieci pojadą na pierwszą kolonię. Niestety nie mogę zrobić zrzutu dwójki do babci, a nie ukrywam - czasami bardzo bym chciała.
OdpowiedzUsuńTo może chociaż na raty? Zawsze lżej :) Dzięki temu, że jesteśmy sami w domu wczoraj obejrzałam upragnionego "Django", a dziś spałam do 6.30! Zamiast 5.45 :)
OdpowiedzUsuń