Potrafimy łączyć w sobie tyle ról. Jesteśmy matkami, żonami, kochankami, przyjaciółkami, gosposiami, opiekunkami, nianiami, wiedźmami, feministkami, kierowniczkami, sprzedawczyniami i wiele innych -ami. Potrafimy być w tych rolach zawsze prawdziwymi? Gdzie kończy się gra a zaczyna prawdziwe życie?
To jedna ze spraw, które męczą mnie od lat. Jak to jest, że jedne z nas potrafią pracować 40 godzin w tygodniu i mają ugotowane obiady, pomyte podłogi, zaliczone popołudniowe spacery z dziećmi, a wieczorami oglądają z mężami romantyczne komedie.
Ja się pytam: kiedy wy śpicie, kiedy w ogóle to wszystko robicie? Moja doba nie chce się rozciągnąć. Staram się jak mogę, by więcej w niej zmieścić, ale i tak kończy się to tym, że obiad gotuję 3 razy w tygodniu (wliczając weekendy), że ćwiczę 2 razy w tygodniu, że lustro w łazience zachlapane, a w szafie straszy góra rzeczy do prasowania. Patrzę na kobiety z boku i mam wrażenie, że ten brak czasu i pewne domowe zaniedbania to tylko/prawie tylko mój problem. Ja się nie tłumaczę, nie proszę o pomoc, ani o zrozumienie. Ja tylko cudu pragnę :)
Poczekam na mój cud. Czas na pilatesa :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz