piątek, 26 kwietnia 2013

Słuchaj dziecka swego

Tak powinno brzmieć jedno z przykazań. Nie mamy przed sobą, czcimy, nie pożądamy. I nie słuchamy. Właśnie mi to dziś udowodnił mój syn pierworodny. Kiedy siedział w wannie, a ja jak zwykle próbowałam ogarnąć ogólnodomowy nieporządek, zawołał mnie. Co usłyszał? Chyba to, co większość z nas, rodziców, odpowiada w takich sytuacjach: zaraz! Odkrzyknął do mnie: ty zawsze mówisz mi zaraz!

Stop matko, stop. Czujność straciłaś. Pędem do łazienki i pytam, czy na pewno dobrze zrozumiałam i czy on sądzi, że za często mówię "zaraz". I okazało się, że ja zawsze mówię, że "zaraz", "za późno", "nie ma czasu". I nie było w tym kłamstwa. Obiecałam, że dziś wieczór i jutro przez cały dzień nie użyję żadnego z tych słów. I, że jak tylko mi się wyrwie, to ma mi zwrócić uwagę. Dziecko matce ma zwrócić uwagę. Sama go o to poprosiłam. Pewnie pożałuję tego nie raz i nie dwa.

I jeszcze w czasie przebierania się w piżamę po kąpieli: Mamo, a kiedy będę mógł się jeszcze pobawić? - Zaraz. Wtopka już po 2 minutach. Ale śmiechu było dużo. I piękne wyznanie miłości :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz