Dziś jest Światowy Dzień Sprzeciwu wobec Bicia Dzieci.
Od kiedy mam dziecko moja wrażliwość się zmieniła, zwiększyła, wysubtelniała. To wpływ mojego syna. Dzięki niemu wchodzę w zupełnie inne obszary, doświadczam nowego i zmieniam poglądy. Chociaż nie wszystkie.
Przez te kilka lat odkąd jestem mamą mój sposób patrzenia na dzieci uległ zmianie. Kiedyś były przeszkadzaczami, maruderami uprzykrzającymi życie. Teraz są dobrem najwyższym i panicznie boję się rzeczy ode mnie niezależnych, które mogą mieć wpływ na życie mojego dziecka. I na życie innych dzieci też, według zasady "wszystkie dzieci nasze są".
Jedno, czego nigdy nie zaakceptuję ani tolerować nawet nie będę, to bicie i przemoc werbalna wobec dzieci. Nie uznaję klapsów, lekkich uderzeń w głowę, szturchnięć, nazywania dziecka głąbem, debilem itp. Nikt nie ma prawa uderzyć drugiego człowieka. Szczególnie takiego, który sam się nie może bronić. Sama byłam bita. Dostawałam po tyłku ręką, czasem kapciem. To było lekarstwo na wszystko: na niegrzeczne dzieci, na pyskowanie, na dwóję w szkole. Poza kilkoma wyjątkami nie byłam karana. Kiedy moi koledzy ze szkoły mieli szlabany, ja dostawałam w skórę. Tak, tak, zasadniczo wyszłam na ludzi. Mówią tak ludzie, którzy też byli bici i im "nie zaszkodziło". Tylko mimo, że minęło ponad 20 lat, odkąd ostatni raz dostałam w dupę, ciągle pamiętam. I takich wspomnień chcę oszczędzić mojemu dziecku.
Dlatego głośno mówię, że nie wolno bić: znajomym i obcym ludziom. Mój syn nigdy nie dostał nawet klapsa, nikt nie pociągnął go za ucho, popchnął w złości. I nikt nigdy tego nie zrobi. Odgryzę rękę, która uderzyła moje dziecko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz