Nie pamiętam kiedy po raz ostatni robiłam tzw. noworoczne postanowienia. Na studiach chyba, czyli co najmniej 10 lat temu. Co sobie postanawiałam? Pewnie, że pilnie będę się uczyć, stypendium naukowe zdobywać i przestanę tyle imprezować. Ehhhh, to były czasy :)
Obecne czasy też mają sporo uroku. Chociaż już od lat nie byłam na imprezie do samego rana organizowanej w środku tygodnia, po której szło się spokojnie na uczelnię czy do pracy. Mam za to na koncie kilka cudnych imprez z synem moim, mężem moim i jeszcze sporo przyszłych w nieco innym składzie :) Bogatszym o jedną osobę.
Pierwszy raz od kilku lat wstałam w Nowy Rok i nie bolała mnie głowa. Ta moja część ma pewien nieznośny zwyczaj, którego nie sposób się pozbyć - boli "dzień po". A że właśnie czekamy na przyjście na świat pewnej osóbki, postanowiliśmy z mężem urządzić Juniorowi bal sylwestrowy. Z tej okazji przygotowaliśmy koreczki, sałatkę makaronową (Junior od zawsze uwielbia makaron), kupiliśmy krakersy i orzeszki (to już raczej dla rodziców) i zestaw soków, z których serwowałam drinki. Przyszła też babcia, na specjalne zaproszenie Juniora. A kiedy już zastawiliśmy stół, ustaliliśmy zasady tej niecodziennej imprezy. Oto Junior pierwszy raz w życiu miał prawo siedzieć aż do północy, aby powitać Nowy Rok. Może ma tylko pięć i pół roku, może to troszkę za wcześnie (miałam pewne obiekcje), ale to przecież jego ostatni Sylwester tylko z rodzicami i jestem pewna, że na długo go zapamięta. Dlatego też było kino familijne, potem szalone tańce i pokaz capoeiry, a nawet teatr zimnych ogni na balkonie. Było też odliczanie ostatnich sekund starego roku, toast wzniesiony drinkiem z soku i wielkie przytulanie całej rodziny. A zaraz potem wyprawa do łóżka. Obowiązkowa dla wszystkich :)
Dziś rano wstałam i wyjrzałam przez okno. Pod blokiem przemykał samotny biegacz. Ciekawa jestem, czy jest jednym z tych, którzy ambitnie zaczynają kolejny etap w życiu, czy też odprawiał swój codzienny rytuał. I wtedy dotarło do mnie, że niczego sobie nie postanowiłam. Ani że schudnę, ani że wrócę do nauki angielskiego lub norweskiego, ani że będę znowu chodzić na pilates.
Bo jak tu sobie robić noworoczne postanowienia, kiedy lada dzień nasze spokojne życie zostanie wywrócone do góry nogami? Przecież nie wiem, co nas czeka. Mam pewne obawy. Ale kto ich nie ma w chwili, gdy na świat ma przyjść dziecko? Jednak wiem też, że będzie dobrze, fajnie, spokojnie. Bo tak musi być.
2014 będzie dla mojej rodziny rokiem szalenie intensywnym. Urodzi się Mała, Junior pójdzie do szkoły, ja muszę zweryfikować i zmodyfikować swoje życie zawodowe, a mój mąż będzie miał jeszcze więcej stresów związanych z powiększającą się rodziną. Na pewno pojawią się sprawy, których się nie spodziewamy. I takie, których bardzo chcemy.
Najlepszego życzymy :)

Ja też nie mam za dużo postanowień próczspakowania torby do szpitala. Nasz pierwszy cycek (poza bruchem) krzyczał już dziś od 11:00, że chce do mamy i taty. I co zabraliśmy do domu :) a drugi cycek rozbija się w brzuchu. Na pewno ten rok też i dla nas będzie przełomowy. Chciałabym wrócić do wagi po 1 ciąży. I tyle :) w 1 ciąży też o tym marzyłam i potem marzyłam aby więcej nie chudnąć.
OdpowiedzUsuńkobiecie nie dogodzisz w kwestii wagi ;) życzę Wam dużo szczęścia i trzymam kciuki za nabliższe tygodnie :)
UsuńTo i ja zycze Ci tego czego sobie zyczysz:)
OdpowiedzUsuńdziękuję :)
Usuń