Są momenty, że nie wiem, jak się nazywam. Zapominam nawet, w którym tygodniu ciąży jestem. A to chyba sprawa ważniejsza niż moje imię i nazwisko. Jestem brzuchem. Mam wrażenie, że cały świat widzi tylko mój brzuch. Widzi, ale udaje, że go nie ma.
Kilka tygodni temu trafiłam na spot promocyjny jakiejś przedpotowej kampanii społecznej, w której namawiano ciężarne do głośnego wypowiadania swojego zdania i egzekwowania praw. Jedzie pani autobusem miejskim, stoi sobie grzecznie, a każdy "fiu fiu" szuka pajaków na suficie i udaje, że nie widzi. Siedzi sobie pani w kolejce do lekarza, do pobrania krwi, siedzi i czeka aż się kolejka przewali, aż wejdą starsi, wejdą młodsi i wreszcie nadejdzie. Stoi kobieta w ciąży w kolejce, kosz z zakupami tuż obok, kolejka długa. I czeka aż będzie mogła wypakować się, zapłacić i wyjść z tego dusznego sklepu.
Dziś wypadło mi stać w kolejce do rejestracji w przychodni. Nieszczególnie długiej, ale za to pochłaniającej czas, bo na każdego pacjenta potrzeba było go sporo. Zachwyciło mnie zachowanie pewnej starszej pani, która z szerokim uśmiechem na ustach zapytała mnie, czy to nowa moda, że nikt nie przepuszcza ciężarnych. Zarumieniłam się bardzo. Bo miałam w głowie właśnie takie słowa.
Nie domagam się wybitnej taryfy ulgowej. Jestem sprawna, prawie młoda, mam jeszcze sporo siły (która zależy od dnia, ale bez tragedii), mogę stać w kolejkach. Tylko nie długo :) Przez ostatnie miesiące uprzejmość ze strony ludzi spotkała mnie 2 razy. Całe 2 razy przepuszczono mnie w kolejce do kasy, panowie byli tacy uprzejmi :) Nie mam odwagi, by głośno mówić o tym, co wypada, a czego nie. Cierpliwie noszę swój brzuch, swoje zakupy, otwieram sobie sama drzwi, sama sobie pakuję graty do samochodu, sama się podwożę do domu.
Przyznaję, oczekuję wyjątkowego traktowania ze strony reszty świata. Bo jestem w ciąży. Kurde, czy to takie trudne przepuścić babę z brzuchem w kolejce? Albo ustąpić jej miejsce w autobusie? Byłoby nam łatwiej znosić ciężar własnych brzuchów, humorów, hormonów i niedostatków w wyglądzie czy garderobie. W dzisiejszych czasach ciąża nie jest stanem błogosławionym tylko wyjątkowym, kiedy to oczekuje się od nas życia w codziennych, przedciążowych standardach, nawet wbrew naszym chęciom.
Jest taki dowcip, który mówi, że feminizm kończy się w momencie, gdy trzeba wnieść lodówkę na 4 piętro. Nie jestem feministką, jestem kobietą. I marzę, by być traktowana jak kobieta, szczególnie w ciąży. A jak zajdzie potrzeba, to ja sobie sama tę lodówkę wtaszczę do mieszkania. Traktorem jeździłam to i z lodówką dam radę ;)
halo halo. Kurcze chciałabym sie dowiedziec czegos wiecej o matce opolce:) Szukałam i szukałam, w koncu ktos jest. Chyba zaczne czytac nałogowo, poki co dodaję do polecanych:)
OdpowiedzUsuńwitam i dziękuję :)
Usuńcieszę się, że możemy spotkać się wirtualnie i pozwalam sobie zajrzeć do Ciebie :)