Siedzimy sobie z mężem na kanapie i oglądamy serial. Takie chwile należą w naszym domu do rzadkości. Seriali nie oglądamy, w ogóle nie mamy zbyt wiele czasu na telewizję. Tym razem jednak pełen luz - weekend, Junior się bawi zabawkami, które dostał od Mikołaja, kawa pachnie, ciasteczka tuż obok. Niech będzie serial. A w filmie dramat - para się rozwodzi i siadają do stołu by "podzielić się majątkiem".
I pada pytanie ze strony męża mojego: a jak ty byś podzieliła nasz majątek? No nie! Przede wszystkim natychmiast budzi się we mnie wielki sprzeciw względem wszelkiego rodzaju rozwodom, rozstaniom, separacjom i cholera wie czym, a co ma związek z naszym małżeństwem. Nie zgadzam się i koniec. W związku z tym nie ma problemu ani o czym dyskutować. Jesteśmy razem 12 lat i nie widzę problemu w tym, abyśmy mieli spędzić razem kolejne 80 :)
Od słowa do słowa na temat sytuacji serialowej pary i pytamy Juniora, czy jego zdaniem rodzice się kochają. Dla utrudnienia siedzimy na osobnych kanapach, daleko od siebie ;) Odpowiedź naszego dziecka jest zaskakująca:
- Tak. Jedno dziecko (pokazuje na siebie), drugie dziecko (pokazuje na mój brzuch). Kochacie się.
Jaki ten świat prosty według mojego syna. Dziecko to dowód miłości. Dziecko w oczach pięciolatka nie stanowi przypadku, zachcianki, problemu itp. Jest za to efektem miłości rodziców, bo bez miłości nie ma dzieci.
Zresztą, dzien później właśnie o tym rozmawiałam z Juniorem. I z żelazną logiką mój syn wyjaśniał mi, że gdyby nie było miłości nie byłoby dzieci, bo jeśli mąż i żona się nie kochają to nie chcą ich mieć. Albo gdyby nagle zaczęli się rodzić sami chłopcy albo dziewczynki. Ludzie wyginęliby jak dinozaury :) Cóż mogę powiedzieć: niech żyją ludzie, niech żyją mężczyźni i kobiety i nasze cudowne "dowody miłości" :)

Masz małego mądrale w domu :-))))
OdpowiedzUsuńnieskromnie powiem: masz rację Kasiu :)
UsuńNiech żyją dzieci :-D Najukochańsze dowody miłości :)
OdpowiedzUsuńNiech żyją :)
Usuń