niedziela, 17 listopada 2013

Ciążowe stresy

Od jakiegoś tygodnia budzę się nagle w środku nocy z jedną tylko myślą w głowie: jak mało czasu mi zostało! I do rana praktycznie nie śpię. Zastanawiam się, kiedy przeorganizuję szafę w sypialni, żeby zrobić miejsce córeczce, kiedy powinnam zacząć prać i prasować wszystkie rzeczy dla niej, co jeszcze trzeba kupić, co wyszukać na strychu w domu moich rodziców. Wtedy też dociera do mnie, że póki co w domu mam może 8 bodziaków, 5 par skarpetek, 2 pary śpioszków, kombinezon i śpiworek do spania. A, jest jeszcze czapeczka z szalikiem, zimowa na szczęście. I gdyby tak przyszło mi jechać do szpitala trochę wcześniej, to zasadniczo jestem w "czarnej dziurze", bo nie mam nawet koszuli do porodu, ani całej masy poporodowych przyborów.  

W zamrażarce też jakoś pustawo, a obiecałam sobie, że przygotuję parę potraw na zapas, aby potem z głodu nie paść w sytuacji kryzysowej. I okna mam nie pomyte (chociaż to akurat nadprogramowy stres i raczej zbędny). Mam za to jeszcze sporo pracy w pracy, kilka wyjazdów przed sobą, z których część muszę odbyć indywidualnie, tzn. bez męża i 7 tygodni do terminu porodu. 

7 tygodni - przeraża mnie ta cyfra. Tylko 7 tygodni (może 5 a może 9, kto wie?) i na świecie pojawi się moje drugie dziecko. Dziecko, które zmieni nasze życie. A my jacyś tacy niegotowi na te zmiany. Tak, tak, w 100% przygotować się nie sposób, ale można chociaż próbować, a ja taka zajęta jestem milionem innych spraw, że zapominam o tym fakcie. W ciągu dnia zapominam, w nocy za to myślę ze zdwojoną siłą.

Stan to naturalny w 33 tygodniu ciąży,  ale jak pomyślę, że moja córka ma już prawie 2 kg, że teraz już głównie nabiera ciała, że bardzo intensywnie rozwija się jej mózg, a wszystko po by, za kilka tygodni dać mi nieźle w kość - boję się. Najzwyczajniej w świecie się boję. Słusznie, czy nie, czas pokaże. 

Daję sobie jeszcze 2 tygodnie na mniej lub bardziej intensywne działania zawodowe. Potem otwieram komputer możliwie rzadko, a zajmuję się segregowaniem, praniem, prasowaniem, zakupami, gromadzeniem stert pieluszek i jak najczęstszym przytulaniem syna, aby nie zapomniał, jak bardzo go kocham. I tylko niech mnie nie prosi, żebym bawiła się z nim na podłodze, bo po kilkunastu minutach takiej zabawy jakoś ciężko mi wstać :)

ps. Sukienka nawet jedna się trafiła ;)


2 komentarze:

  1. Też tak się budziłam i stresowałam. Im bliżej tym więcej nerwów. wszystko będzie dobrze. Musisz się wyluzować. :-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Staram się bardzo :) Ostatnio po prostu wzięłam sie nieco do pracy i zakupów i jest już lepiej :) Ale i tak muszę się budzić, żeby przewrócić się na drugi bok...

    OdpowiedzUsuń