czwartek, 17 października 2013

Aby dziecko miało pasję

Nieraz zastanawiałam się, jak rozbudzić w moim dziecku pasję. Do czego, nie ma znaczenia. Ważne, by chciał robić "coś", wkładał w to serce, był wytrwały i czerpał z tego przyjemność.

Sama nie mam wielkiej życiowej pasji. Poza pracą. I czasem żałuję, że do wszystkiego (poza pracą) zapalam się łatwo jak zapłka i równie łatwo gasnę. Jedyne, co wciągnęło mnie na dłużej, to gra w koszykówkę. Zaczęłam w podstawówce, w 4 klasie. Skończyłam w liceum, w 4 klasie. Uwaga! Gimnazjów wtedy nie było. W sumie dziewięć lat z piłką do kosza pod pachą. Brzmi nieźle. Dodam, że grałam w szkolnej drużynie i nawet razem z nią zajęłam 2 miejsce w mistrzostwach województwa częstochowskiego (tak, kiedyś takie było). Może nie byłam leaderką, ale gra sprawiała mi wielką przyjemność i chętnie spędzałam na boisku długie godziny. A potem pufffff - z dnia na dzień przestałam grać. I od tamtej pory może kilkanaście razy miałam piłkę w rękach.

Wracając jednak do tematu. Mam nadzieję, że Junior znajdzie swoją pasję. Nawet na całe życie. Prawdziwe zamiłowanie otwiera przed człowiekiem nowe możliwości, uczy cierpliwości, wytrwałości, pozwala na poznanie prawdziwej przyjaźni. Dlatego chcę pomóc mojemu synowi w odkrywaniu jego powołania. I pokazuję mu te obszary życia i świata, które mnie samej sprawiają przyjemność. Nie dlatego, że chcę, aby pokochał to, co ja kocham. Ale dlatego, że chcę, by widział przyjemność na mojej twarzy i by łatwiej mu było zrozumieć, czym jest pasja i fascynacja.

W ostatni weekend wybraliśmy się na rodzinny weekend do Bielska-Białej. A jak Bielsko, to i Beskid Śląski. A jak Beskid, to nie wypada się na górę nie wdrapać. Lubię chodzić po górach. W liceum przewędrowałam prawie wszystkie górskie pasma. I mam ambicję nauczyć tej sztuki Juniora. Ponieważ wchodzenie nawet na niewielkie wzniesienia w siódmym miesiącu ciąży do łatwych nie należy, na Szyndzielnię wjechaliśmy kolejką. Pierwsza wyprawa kolejką gondolową Juniora! Były emocje, wielka radość i poczucie osiągnięcia sukcesu. Szczególnie, że na sam szczyt góry trzeba się jednak wdrapać. Wydawać by się mogło, że to niewiele, że taka zwykła weekendowa wycieczka nie może zawrócić w głowie. A jednak zawróciła. Jesteśmy już umówieni, że wiosną, jak tylko siostra Juniorka podrośnie, pojedziemy w niedalekie Góry Opawskie. Tata zostanie z małą, a my, mama i syn, będziemy zdobywać kolejne szczyty :) I zbierać pieczątki do książeczki PTTK :)





1 komentarz:

  1. Pasja to bardzo ważna część życia. Jestem zdania że bardzo pomaga nie tylko w wychowaniu młodego człowieka, ale odpowiednio wcześnie zaszczepiona jest jak balsam dla dorosłego już człowieka. Zgadzam się z Tobą, że zachwyt na twarzy rodzica jest pierwszym, najważniejszym krokiem do odnalezienia własnej pasji przez dziecko. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń