Matki mają czasem poważne dylematy: jechać? nie jechać? Do szpitala oczywiście. Sama jeszcze w środę wieczorem zastanawiałam się nad tym. Czy aby nie panikuję, czy mnie nie wygonią z izby przyjęć, czy nie narobię rodzinie kłopotu? W końcu strach o moje dziecko zwyciężył i stwierdziłam, że nie będę ryzykować.
A przestraszył mnie ból brzucha, taki niecodzienny, bo od góry. Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłam, ani w tej ciąży, ani w poprzedniej. Pojechałam więc z nadzieją, że lekarz poogląda mnie, zbada, posłucha dziecka i powie, że mogę wracać do domu, bo wszystko jest w porządku. Tak się jednak nie stało - zatrzymali mnie na 2 dni w szpitalu. Bo trzeba posprawdzać, przebadać, bo może wątroba (skóra mnie swędzi baaardzo), bo może coś innego. To było pierwsze zaskoczenie. Oto lekarz na szpitalnej izbie przyjęć mówi mi, że przyjmie mnie na oddział i sprawdzi, co się dzieje. Kiedy byłam w ciąży z Juniorem było zupełnie inaczej. Jechałam do szpitala ze skierowaniem, a tam słyszałam, że nie trzeba, że przesadzam, że bez sensu, bo nic mi nie jest.
Miło mnie zaskoczyli! Prawdą jest, że cała historia dobrze się kończy, bo jedynie na nieuzasadnionym strachu, ale jak powiedział lekarz, który mnie przyjmował: "W ciąży jest tak, że rzecz, która nie budzi żadnych obaw może stać się poważnym problemem w ciągu 15 minut". Drugie zaskoczenie - zrozumienie dla lęków kobiet ciężarnych.
A potem zaskoczeń było więcej. Trafiłam na wyremontowany oddział, na salę, gdzie były tylko 2 łóżka, a nie 4 jak kiedyś. Ok, dziś rodzi mniej kobiet niż w słynnym 2008 roku, ale przecież mimo wszystko jakieś porody i ciąże się zdarzają ;) Największym zaskoczeniem był jednak fakt, że lekarze rozmawiają z pacjentkami. Nie dość, że rozmawiają, to jeszcze słuchają! Chyba jesteśmy w Europie. A już na pewno poczułam się, jak mieszkanka miasta wojewódzkiego. Którą nota bene jestem :)
Zdaję sobie sprawę, że zasady NFZ sprawiają, że każda pacjentka i jej badania to pieniądze dla szpitala i z pewnością troska o moją osobę i moje dziecko wynikała, po części na pewno, z troski o kasę szpitala. Jednak jako osoba prywatna - mam to w nosie. Cieszę się za to, że tym razem ktoś naprawdę się mną zainteresował, że starał się mi pomóc, a nie jak kilka lat temu, udawał, że nie ma problemu. A trzeba zaznaczyć, że z drobnymi wyjątkami kadra szpitalna pozostała bez zmian.
I teraz mam o wiele mniej obaw dotyczących wyboru szpitala na poród.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz