piątek, 9 sierpnia 2013

Rodzicu, myśl!

Każdego dnia przeglądam internetowe strony w poszukiwaniu informacji. Ciekawość doprowadzi mnie kiedyś do rozstroju nerwowego, ale mówi się trudno. Muszę wiedzieć. Tematów, które przyprawiają mnie o ból głowy jest wiele. Są jednak dwa, z którymi trudno mi sobie poradzić. Rzecz jasna dotyczą one dzieci.

Nie sposób nie widzieć krzyczących nagłówków, które wwiercają się w nasze umysły: pijana matka, dziecko utonęło, wypadło z okna, zamknięte w samochodzie. I tym podobne. Czasem mam ochotę krzyczeć: ludzie, czy wy w ogóle myślicie? Dlaczego pozwalacie sobie na alkohol, kiedy dziecko bawi się na plaży albo w wodzie? Dlaczego zostawiacie maluchy w aucie na dłużej niż 30 sekund? Dlaczego zostawiacie otwarte okna, a pod nimi meble, na które łatwo się wspiąć nawet 2-latkowi? Takich "dlaczego" mam więcej w zanadrzu, ale nie o to chodzi, by zadawać pytania. Trzeba znaleźć odpowiedź.

Ktoś potrafi? Dorośli nie myślą? Nie widzą konsekwencji swoich działań czy liczą na szczęście? Na co liczy kobieta, która wypija kilka piw w czasie, kiedy jej dziecko bawi się w kawiarnianym ogródku? Przecież wystarczy jeden anonimowy telefon i ma na karku policję, opiekę społeczną i kuratora. W najlepszym wypadku. W najgorszym ma kalekę lub nie ma dziecka w ogóle. Na co liczy rodzic, który "zapomina" o dziecku i zostawia je w samochodzie, gdy na dworze grubo ponad 25 stopni? I w ogóle, co to za zwyczaje zostawianie dziecka w aucie? Przecież nie wiadomo kiedy w twój samochód wjedzie inny, ktoś zechce go ukraść - razem z dzieckiem, albo z przejeżdżającego auta wypadnie coś dużego i ciężkiego właśnie na twój samochód. A ciebie, rodzicu, przy dziecku nie będzie! Zdaję sobie sprawę, że wypadki się zdarzają. Coś złego przytrafić się może maluchowi nawet w obecności rodzica, jak przysłowiowy grom z jasnego nieba. Mam jednak irracjonalną świadomość, że jeśli w tym złym momencie będę przy dziecku i zachowam władzę nad swoim ciałem i świadomością, to krzywda będzie mniejsza, że będę mogła w jakimś stopniu jej zapobiec, albo zminimalizować jej skutki. W chwili, gdy dziecko jest samo nie mam żadnego wpływu na to, co się z dzieje ani na jego otoczenie.

Chce mi się wyć z rozpaczy, kiedy małym ludziom dzieje się krzywda. Z winy dorosłych. I nie myślcie, że moje dziecko nigdy nie miało żadnego wypadku. Kiedyś oblał się kawą, bo zostawiłam gorącą na stole. Miał nie dosięgnąć - sięgnął. Kiedyś spadł z rowerka. Przewrócił się na krzywym chodniku (na równym też mu się zdarza). I zjadł kupę gołębia, bo nie posprzątałam na balkonie. Suchą, ale jednak kupę. I to jest moja wina. W większości wypadków, bo jak dziecko z roweru nie spadnie, to się jeździć nie nauczy.

Są jednak granice, których przekraczać nie mogę i nie chcę, bo mam wyobraźnię, która czasem podsuwa mi koszmarne wręcz obrazy, bo kocham mojego syna i zależy mi na jego zdrowiu, życiu i przyszłości.

6 komentarzy:

  1. Nie stawiamy mebli pod oknami , nie wyobrażam sobie to zrobić przy 2-letnim żywym dziecku- które chce tam (na parapet, okno)- zwłaszcza, że poczuło już smak wyjrzenia na świat.
    Tak samo nie wiem, jak można dziecko zostawić w samochodzie w upale!!! Psa zostawiałam w wiosnę, jesień, mało mroźną zimę, ale równiez nie pozwolę go usmażyć... Masakra.. Dobry apel!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Wierzę, że im częściej będziemy mówić o tym, jakie błędy popełniają dorośli, tym rzadziej będą popełniane błędy.

      Usuń
  2. Bardzo dobry apel!! Ja też tego nie rozumiem jak można robić tak głupie rzeczy. Ja też raz nie pomyślałam wcześniej, gdy dziecko moje 1,5 roczne wtedy bawiło się dzwonkiem metalowym , który zapomniał św. Mikołaj dzień wcześniej. Gotowałam obiad , gdy wszedł na niski stolik. Spadł i przeciął sobie policzek i wargę. Aż tyle i tylko tyle dzięki Bogu. Pierwszy raz wtedy wzywałam karetkę do swojego dziecka, bo krew lała się jak z kranu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczymy się na własnych, jak i cudzych błędach. Oby wszystkie nasze błędy kończyły się szyciem czy guzem. A'propos karetek - czasem nie wiemy nawet kiedy możemy je wezwać bez obaw, a kiedy mają prawo nam odmówić. Podsunęłaś mi Kasiu pomysł na kolejnego posta :)

      Usuń
    2. :-))). Miałam sąsiadkę, która do swojego dziecka 2-letniego karetkę wzywała z naprawdę błachych powodów. I to chyba już z 5 czy 6 razy. Za każdym razem przyjeżdżali. Ja miałam opory czy powinnam wzywać, ale byłam wtedy sama z dwójką dzieci i nie wiedziałam co robić, a rana była strasznie otwarta.

      Usuń
    3. dobrze, że przyjeżdżają, żeby zawsze przyjeżdżali :) jakkolwiek różnie w życiu bywa i wiedza na pewne tematy jest na niezbędna. a gdybym ja była w takiej sytuacji jak Ty, też bym karetkę wzywała, zdrowie najważniejsze.

      Usuń